Panika u intersitiju
proza, 
/ Panik im Intercity, Panika w pociągu intercity, Паника в експрессе, Panic in the Intercity / odlomak romana objavljen na pet jezika, prevodi: Slobodanka Ljujić Baeter, Teresa Sikorska, Anastasija Timinska i Ljiljana Krstić... Copyright: J. Vujinović & Tygiel Kultury, Łódż, 2003. str. 1-72.



excerpt from the book - polish 
Panika w pociągu intercity

	Pociąg intercity (IC-Intercity) po prostu sunie po szynach. Pędzi z wielką szybkością to cudo. Dla tych, którzy przynależą do starych, mądrych, wciąż jeszcze pastersko-rolniczych, nie przystosowanych do współczesnej epoki  i tym samym, właściwie zanikających narodów-cud techniki. Niektórym osobnikom, przedstawicielom takich grup etnicznych, tutaj, w pociągu, wszystko może się przytrafić. Jednak, bez względu na to, wynalazki techniczne z dnia na dzień się udoskonalają, wynalazcy konstruują coraz to nowe maszyny, narody przestają istnieć, a pociąg jedzie dalej. 
	Z Monachium, jeśli to w ogóle ma jakieś znaczenie dla opowieści, wracasz do Frankfurtu. Zmęczony, kompletnie wykończony, zgnębiony. Jeśli się już cokolwiek pisze,  po co to czytać przed tak zwanymi miłośnikami literatury pięknej. Dlaczego? Czy dlatego, że to jest młodzież literacka? To od nich zwłaszcza należałoby stronić. Niechaj każdy  odnajdzie własną drogę! I nie powinieneś był jechać. Po co ci to Monachium? A im bardziej  się zbliżasz do miasta, którego nazwa jest wypisana przez komputer na twoim kolejowym bilecie, coraz częściej siebie pytasz: czego chcesz i we Frankfurcie?  Z kilku rozmaitych zakonów prawosławnych mnichów, z okresu wczesnego chrześcijaństwa, wybierasz zakonników, którzy modlą się milcząc. Zaniechamy od razu  przymiotnika  prawosławny  z poprzedniego zdania – wówczas nie istnieli prawosławni i katolicy, jedynie chrześcijanie – aby opowieść toczyła się dalej, bowiem i rzeczownik, od którego się zaczęła, to jest pociąg, jedzie, pędzi, mknie przez przestrzeń i czas. A w nim i ty, rozmyślający o milczeniu. Nie rzucajcie pereł przed wieprze, głosił Mateusz. Nazbyt srogiego Mateusza złagodzimy ewangelistą Łukaszem, patronem malarzy i pisarzy: I każdemu, kto cię prosi, daj, a kto bierze, co twojego jest, nie upominaj się (Ew. według św. Łukasza, 6, 30). Rozdarty pomiędzy surowym Mateuszem i  łagodnym Łukaszem, pogłębiasz jeszcze swoje niezadowolenie z odbytej literackiej wycieczki. Bardziej są znane książki, te głoszone od  pisanych,  przez ogień w popiół zamienione od zachowanych. Mikołaj Gogol spalił drugą część »Martwych dusz«. A Kafka, Mann, Nietsche? I Fiodor Dostojewski! Włodzimierz Majakowski stale sobie zadawał pytanie: Jak w nieczułe ucho wbić czułe słowo? Poeta nie znalazł odpowiedzi, więc, jak mówią, zabił się. Od głosicieli prawdy, poprzez Owidiusza do Bułhakowa i później – stosy, wygnania, lochy, szaleństwa, obozy, rękopisy…
	A ciebie przyniosło do Monachium.
	Zaprosiła cię młodzież literacka, a ty  natychmiast pognałeś.
	Na szczęście, czy na nieszczęście, roztropni ludzie załatwili ci bilet powrotny i, chcąc nie chcąc, wracasz do Frankfurtu, chociaż, jak się nad tym  trochę zastanowić, mogło to być  i jakieś inne miasto, na przykład, Düseldorf. Czegóż brakuje stolicy Północnej Reńskiej Westfalii? Wiele i nic! A cóż dopiero Kolonii, Berlinowi czy Petersburgowi?
	Jest, jak jest. Od przeznaczenia nie można uciec, jakby powiedzieli bohaterowie pisarzy realistów, nieświadomie się odwołując do mglistych, ale w niektórych krajach, względnie w niektórych grupach etnicznych, wciąż jeszcze żywych pozostałości przedchrześcijańskich  wierzeń wspólnych nam przodków w los. Tak jest, jak jest, stwierdzasz.  Nie należy siebie potępiać. Przeciwnie, możesz być zadowolony. Odpowiedziałeś na zaproszenie, czytałeś, mówiłeś, a oprócz  kosztów podróży zapłacili ci i przyzwoite honorarium. Poznałeś dwoje, może troje ciekawych ludzi. Był tu i książę, potomek wygnanej z Serbii dynastii Karadziordziewiciów. I teraz się wracasz. Znajdujesz się w dobrym, szybkim, nowoczesnym pociągu. Jest ciepło, cicho, bezpiecznie…
	Jednak znowu męczy cię pytanie: czego szukasz w Monachium?
	I we Frankfurcie?
	I czy stolica Hesji nad Menem jest tylko stacją w drodze?
	W istocie, wszystkie te docelowe miejsca są tylko przydrożne i tymczasowe.
	Przyglądasz się krajobrazom przy trasie kolejowej, jeśli ten pociąg w ogóle jedzie po szynach. Obok ciebie przelatują pola, wsie, sady owocowe, wielkie składy w dolinach, zachowane, odnawiane i objęte ochroną zamki na wysokich brzegach, idylliczne miasteczka, fabryczne hale i kominy, lasy na wzgórzach. Zbliża się i pole pokryte cienką warstwą,  spadłego o świcie śniegu. Za polem jest lasek.
	Pośrodku tej śnieżnej równiny naraz zobaczysz psa.
	Wielki jakiś pies, niczym wilk.
	Pies to, czy wilk?

	Jest samotny na śniegu, na małym płaskowzgórzu pomiędzy torami kolejowymi,  niewielkim osiedlem, które właśnie przelatuje i lasem, który w pędzie zbliża się do ciebie. Tymczasem, sprawy się mają całkiem odwrotnie. To ty, niesiony bezgłośnym, lecącym na niewidzialnych skrzydłach pociągiem, odlatujesz, a cały krajobraz i on, pies-wilk, samotny na wzniesieniu, stoją. Na ziemi. Mocno z nią związani jeszcze od  początku świata, a od czasów starych Hellenów i znanym prawem o przyciąganiu ziemskim. Przynajmniej tak jest w rzeczywistości. Co to jednak jest i czy w ogóle istnieje realność, pytasz się, przypomniawszy sobie ruch ciał niebieskich i twierdzenie, że Ziemia się porusza, to znaczy kręci się, chociaż ta naukowa hipoteza wzbudzała w tobie niepokój. Kto zatem wówczas leci, a kto stoi? Ty czy On? Kto odjeżdża, a kto zostaje? Kto jest tam, a kto tutaj? Co wokół czego krąży? …
	Wzdrygniesz się na samą myśl, że to ty jesteś tam, na zewnątrz, a on, pies czy wilk, tutaj, wewnątrz, w pociągu.
	Od tej, tylko w pierwszym momencie zaskakującej myśli, ocknie się, zerwie się wilk stepowy do pociągu intrecity.
	Teraz on przygląda się tobie tam, na ugorze.
	Przykro mu jest, o mało co, po ostrej, pięknej, wilczej twarzy nie popłyną  mu łzy. Boleje nad tobą – nigdzie wokół ciebie nie ma wilczego stada. Sam jesteś. Mogła się tu znaleźć choćby wilczyca. Czy jest w tym łagodnym krajobrazie jakaś nora, żebyś się ukrył przed pogonią?  Skryjesz się, dopóki nie przejdą obławnicy. Ogrzejesz się, bo jest grudniowy suchy mróz. Wczoraj był dzień świętego Mikołaja. Pomóż mi święty Mikołaju!  Ukryj prześladowanego przed prześladowcami! Ochroń podróżnika w podróży. Święty, Podróżniku! – półszeptem się pomodli i przeżegna , a pierś mu przeniknie ostrze znanego bólu. 
	Smutny jest. Bardzo smutny. Gdzie są tamte pogodne, chłodne, obsypane gwiazdami niebiosa i szeroka stepowa równina pod głębokim śniegiem z książki „Maszyny i wilcy”. Nieszczęśliwy jest wilk-podróżnik, bo nad tobą  nisko jest zatrute chemicznymi oparami niebo poprzecinane siecią linii wysokiego napięcia, a przed tobą mała ośnieżona równina. I lasek, którym, tyle o ile, widokowo i akustycznie zabezpieczyli i oddzielili osiedle od sześciopasmowej autostrady (po trzy pasma z każdej strony i jedno pomocnicze dla zatrzymywania się), przez którą dzień i noc, jadąc w kierunku na północny zachód i południowy wschód suną auta i dżipy, hałasują   samochody-kombi i autobusy, dudnią cysterny i ciężarówki. Dźwięki i opary wznoszą się do nieba. Rozprzestrzeniają się po obłokach i ponownie, zgęstniałe i jeszcze cięższe opadają na ziemię, zwykle w małych kroplach częstych, uciążliwych deszczów, zatruwając trawę, zasiewy i drzewa, zwierzęta i ludzi.
	Na, do niedawna jeszcze, wygodnym siedzeniu, w wagonie dla palących, wierci się stepowy wilk. Nerwowo zmiął plastykowy kubek, z którego właśnie wypił mdłą kawę. Nie mógł się oprzeć wrażeniu, że wraz z tym płynem, oprócz nieokreślonego procentu kawy, wypija i pewien odsetek plastyku, zręcznie pomieszany z jakimś środkiem piorącym. Zgasi papierosa, gorzko mu jest w ustach. W nocy po tym czytaniu wypalił takie mnóstwo papierosów. Ażeby łatwiej było wytrzymać to, można powiedzieć, literackie spotkanie – było i co wypić. Jak się oczyścić, ochłodzić? Odetchnąć świeżym powietrzem?  Może oprzeć dłonie o okno pociągu?
	Mocne, chłodne tchnienie równin stepowych zaskoczy podróżnych wokół niego.
	Co to ma znaczyć, pytają się.
	Chwilowe uszkodzenie systemu ogrzewania względnie klimatyzacji, pocieszają się, podczas gdy składają gazety, książki, narzucają szale i kurtki.
	Tak się zachowują podróżni.
	Dobrzy, zwyczajni ludzie.
	A on?
	On, wilk-podróżny pojmuje, że ty, tam, na zewnątrz, jesteś w sytuacji bez wyjścia. Spostrzegnie cię jakiś samotny spacerowicz, ktoś, kto uprawia rekreację, spokojny rolnik albo myśliwy. Ktokolwiek cię zobaczy, doniesie tam, gdzie trzeba! I co cię wówczas, ojczulku mój miły, czeka?  Ruszy pościg. Ludzie i psy. Widząc ich takie mnóstwo zaczniesz uciekać. Żebyś tylko w ucieczce przed pogonią nie przeskoczył ochronnego ogrodzenia autobanu i nie podleciał pod rozpędzony pojazd. Jeśli cię nie dopadną  szybkie myśliwskie psy gończe albo, biada ci,  wytresowane policyjne psy na środkach dopingujących, poszukiwacze będą cię gonić helikopterem. Zrzucą sieć i w sieć cię zgarną. Uśpią wystrzałem z rewolweru. Wszystko jedno w jaki sposób cię pochwycą, koniec zawsze będzie ten sam. Będą cię przesłuchiwać, studiować twoją głowę i ciało. W zwojach mózgowych będą szukać myśli, która cię przywiodła tutaj, do osiedla, pomiędzy ludzi. A krojąc twoje ciało, szczególnie kończyny, będą próbować dociec, w jaki sposób i w jakim czasie pokonałeś odległość prawie pięciu  tysięcy kilometrów, dokładniej cztery tysiące siedemset wiorst. Ech, gdzie są nieprzejrzane stepy za Wołgogradem, a gdzie miasteczko  N. przed Frankfurtem? Jeżeli dziennie, a właściwie w ciągu nocy, bo poruszasz się przecież tylko od zmierzchu do świtu, przebiegniesz, w najlepszym wypadku, siedemdziesiąt wiorst, potrzeba ci na to dziewięć tygodni. Dopiero co byłeś tam za Wołgą, a teraz pojawiłeś się tutaj, przed Menem. A może jesteś tutaj od dawna? Stada syberyjskich i stepowych wilków idąc za pokonanym wojskiem napoleońskim w zimie 1812-1813 roku, doszły na tereny pomiędzy Renem i Menem. Czy nie jesteś jednym z nich? Wtedy, przed osiemnastoma dziesięcioleciami, przyszedłeś, a tego przedwieczerza zmartwychwstałeś. Byłoby dla ciebie lepiej, gdybyś jeszcze pozostał w ukryciu, ponieważ nie wiesz, ani nawet nie przeczuwasz, mój dobry, miły bracie, co cię tutaj może spotkać.
	Czyż nie jesteś potomkiem tych krwiożerczych wilków. 
	Wilków-wojowników.
	Pojąwszy całą grozę twojej bezradności i zabłąkania między ludźmi, poci się wilk w pociągu intercity Berchtesgadener Land.
	Ostra woń dzikiego zwierzęcia zaniepokoi podróżnych. Zrywają się z miejsc, odważniejsi protestują, słabsi krzyczą. 
	Przeobrażenie jest pełne.
	Uwięzione w pociągu zwierzę zapragnie cię ostrzec przywoływaniem. Łapami i pazurami próbuje otworzyć okno. Na próżno. Zakrwawione łapy, palce. Połamane pazury, paznokcie. Rozumni konstruktorzy wykonali ten pociąg. Jest on wyposażony w świeże, wystarczająco wilgotne i nawet pachnące powietrze. Naukowcy od dawna obliczyli ile powietrza potrzeba człowiekowi aby mógł normalnie oddychać. Ile dusz tyle i powietrza! Te doświadczenia zostały, oczywiście, wykorzystane i przy konstruowaniu tego nowoczesnego pociągu niemieckich linii kolejowych. Wszyscy podróżnicy pięknie podróżują i oddychają. Powietrza w nadmiarze. Tak więc inżynierowie wiedzą wszystko o pociągach, ale nie wiedzą, kiedy podróżnikowi – bo, niestety, człowiek jest tylko człowiekiem, zatem jest nieprzewidywalny – błyśnie zgubna myśl, żeby otworzyć okno lub drzwi i wyskoczyć z pociągu w pełnym biegu. Aby uniknąć takich niespodziewanych, co prawda rzadkich, ale możliwych pomysłów, konstruktorzy pociągów zabezpieczyli podróżnych. Pociąg jest, można powiedzieć, hermetycznie zamknięty. Okien  w ogóle nie można otworzyć, a otwieranie drzwi jest kontrolowane przez centrum systemu komputerowego i możliwe tylko wtedy, kiedy się pociąg całkiem zatrzyma. 
	Krótko mówiąc, wszystko jest pod stałą kontrolą.
	A co dzieje się teraz?
	Panika w pociągu intercity. Jeśli słowo panika nie jest zbyt łagodne aby opisać stan, w który wpadają podróżni wokół niego (wilka-podróżnika).
	Młoda Niemka dostaje przedwczesne bóle porodowe i rodzi. W tym prawie sterylnym pociągu obwieszcza światu swoją obecność Nowonarodzony, którego ojciec jest nieznany. Ujrzawszy stepowego wilka zapłacze Rosjanin, który w 1945 roku wjechał do Niemiec na Katiuszy. Przybył i pozostał. I teraz Rosjanin myśli: Niemcy się zjednoczyły, Rosja się rozpadła, w pociągu jest wilk stepowy i oto, znowu wojna! Nie daj Boże – przeżegna się szeroko trzema palcami, ale myśli dalej. Turcy pójdą na Bałkany, syci Germanie na Wschód, a wówczas głodni Słowianie na Zachód. Tak, prawdę mówiąc, dość długo się żyło w pokoju. I pokój może się znudzić. A ci tutaj znów stali się bezczelni!  Żeby ich tylko diabeł nie podkusił, by znowu wyruszyć na Wschód, na Świętą Matkę Rosję! Jak Bóg da! Tam, jak i zawsze, ugrzęzną. Baczność! – daje komendę stary Rosjanin, wojownik, któremu pokój  się  już sprzykrzył. Arab rozkłada kilim do modlitwy. Jest piąta. Pora trzeciej popołudniowej modlitwy. Allah bismallah, bije pokłony zwrócony w kierunku Mekki i Medyny, modli się do Allaha, by pomógł mu zachować wiarę Mahometa, tutaj, w środku Europy, w otoczeniu chrześcijan, wśród których, jak i w każdej nieczystej wierze wszystko się zdarza: oto niebezpieczne zwierzę w środku pociągu. Niemiec zza Wołgi, który przybył do swoich dopiero przed trzema laty, rozpoznawszy dzikie zwierzę, biega po pociągu, szuka urzędnika niemieckich kolei, by mu to zameldować! Biznesmen z Dalekiego Wschodu przyciska klawiaturę komputera, wystukuje na  PC laptopie pytanie: co to się dzieje? Ale na ekraniku  pojawiają się albo doniesienia giełdowe lub to, co i skośnooki sam widzi: dzikie zwierzę między podróżnymi. Drugi człowiek żółtej rasy ze Wschodu widząc na co się zanosi, zażywa kokainę. Znany etnolog z  Uniwersytetu w Kolonii obserwuje zjawisko i szybko notuje spostrzeżenia. Turczynka zgarnie wokół siebie dzieci. Troje z nich jest w pociągu, troje zostało w domu, przynajmniej one są teraz bezpieczne. Ładna młoda kobieta, mieszanej krwi Wschodu i Zachodu,  z jakiegoś naddunajskiego kraju, w zdenerwowaniu przytula się do mieszkańca Ameryki Południowej. Ten trzyma ją  jedną ręką pilnując, by strach nie przeszedł w podniecenie, a ono w pożądanie, a drugą ręką wypisuje w powietrzu Coatl, znak boga z głową psa, Boga, który  Majów i Azteków odwiódł do podziemnego świata. Zaprowadził i ukrył przed najazdem dzikich, krwiożerczych białych ludzi, chrześcijan z europejskiego kontynentu. Murzyn! A co na to Murzyn? Zupełnie nic! Śni światłość sierpnia, budzi się z drzemki. Widzi wokół siebie popłoch, ponownie opuszcza powieki i po pociągu intercity, obok cichego wilczego wycia, rozlegnie się i smutny zaśpiew jednego z plemion Afryki  Środkowej – ostatnia pieśń przeznaczona ofierze, zanim ją położą na rozpalony stos. Czwarty Niemiec, chociaż o trzecim nie było mowy, wojował między Kijowem i Odessą, szczęśliwie powrócił z wojny z jedną nogą. I gdy patrzy na stepowe zwierzę, które się znalazło tutaj, między ludźmi, przypomina sobie: trzy miesiące ukrywał się w norze, wilki mu lizały rany i w ten sposób pomiędzy nimi, wilkami, przeżył. Odmłodzona, o twarzy z naciągniętą, jakby wyprasowaną skórą, dobrze już starsza Niemka, myśli o silnych rękach mężczyzn z wybrzeży mórz południowych, podczas gdy przed sobą widzi zniedołężniałego starca, męża. Ech, kiedy raz wreszcie odejdzie? Teraz by go mogło to kosmate dziwo wykończyć udarem mózgowym. Polityczny emigrant, z jednego z krajów niedawno rozbitego wschodniego bloku, rozpoznaje agenta tajnej policji. Wiadomo, że to jest najbardziej niebezpieczna i najskuteczniejsza w działaniu służba na świecie.  W przeobrażaniu się są mistrzami. I choćby się w jagnię zamienił, rozpoznałby on w nim szpiega, który go i w pociągu, w środku Europy, śledzi. Idzie za nim krok w krok. I jeszcze pojawił się w postaci wilka. Gdybyś był w środku, w pociągu, a nie na zewnątrz, na ośnieżonej łączce, to byś cytując »Tablice narodów«: Serb wilkiem jest, ujrzał w pociągu intercity stare serbskie wilcze bóstwo. 
	Wszyscy się wymykają, dygoczą!
	Na zwierzę  spoglądają.
	A ono przez szyby w oknie patrzy na ciebie.
	Chciałoby ci pomóc, a ty to tam na zewnątrz czujesz.
	Jeśli nic więcej, to przynajmniej przyłączyć się do ciebie. Ale jak? Kto może otworzyć okno lub drzwi, dopóki pociąg jest w biegu? Kto go zatrzyma? Kto może wysiąść z pociągu? On próbował i co?  Połamane pazury, pokrwawione łapy.
	Wycie.
	Podróżni uciekają do innych wagonów.
	Wilk uderza głową w mocną szybę okna pociągu intercity. Pęka skóra na kości czołowej.
	Zza obłoków wyłania się księżyc w pełni. 
	Ty, wysunąwszy prawą nogę, zaczynasz biec, nabierasz  rozpędu, biegniesz, przeżegnasz się i prawie uwolniony od siły ciężkości, zwierzęcym skokiem przeskakujesz wysokie betonowe ogrodzenie autostrady.
	Z góry, od zachodu, zbliża się ogromny, z dwu przyczep złożony, samochód ciężarowy.


	Post scriptum  
	W drukarniach odbijają się płyty ofsetowe lub pełną parą obracają się rotacyjne maszyny – drukują się poranne wydania gazet. Stacje radiowe w swoich regularnych emisjach o sytuacji na drogach emitowały wiadomość o łańcuchowym zderzeniu, wpadnięciu dziesiątków pojazdów na ogromny samochód transportowy. Przemilczały stratowane ciało i, oczywiście, przerwanie dopływu prądu w pociągu intercity, które trwało dziesięć sekund. Wszystko to, komunikowały, jest konsekwencją normalnego niedzielnego tłoku na drogach przewozowych. Ważne, wpływowe niemieckie dzienniki  - ani słowa! Co prawda, Rheinische Post, po upływie dziewięciu miesięcy od opisanego zdarzenia, objawił tekst pióra Volfganga K. O zgubnych mitach w wąwozach  Bałkanów.  Tutaj się jako głównego wichrzyciela w obecnej wojnie  na Bałkanach wskazuje stare serbskie wilcze bóstwo. Zbieżność w czasie pomiędzy drukowaniem tego tekstu i pisaniem ostatecznej wersji opowieści, łącznie z post scriptum, jest całkiem przypadkowa.
	Kiedy tylko pociąg, z dwu może trzyminutowym opóżnieniem, zatrzymał się na stacji we Frankfurcie, wysiedli z niego wypoczęci i zadowoleni z obsługi Niemieckich Kolei, w skrócie DB (Deutsche Bann), wszyscy ci, dla których to była stacja docelowa. Pomiędzy nimi i brodaty człowiek w średnim wieku, z widoczną  blizną na czole, ale i niewidoczną w piersiach.
	Ten, którego imię mimowolnie kryje się w tym opowiadaniu, chociaż mogło to być i imię kogokolwiek z tych, którzy je czytają.
	Może właśnie twoje.

Z języka serbskiego przetłumaczyła Teresa Sikorska
TYGIEL KULTURY, Łódz, nr 11-12/2001, strona 125-132  



index I bibliografija I recenzije I cv srpski I cv english I kontaktindex.htmlbibliografija.htmlrecenzije.htmlCV%20srpski.htmlCV%20english.htmlkontakt.htmlshapeimage_1_link_0shapeimage_1_link_1shapeimage_1_link_2shapeimage_1_link_3shapeimage_1_link_4shapeimage_1_link_5
Janko Vujinović
Bibliografija 
izbor

Panika u intersitiju
proza, prvo izdanje: Grafički atelje DERETA, Beograd, januar, 2000., str. 1-380.; drugo, dopunjeno izdanje: Grafički atelje DERETA, Beograd, oktobar, 2000., str. 1-347.



Vučji nakot
roman, Prosveta, Beograd, 1986, strana 1-295.; drugo izdanje, INP Književne novine-Komerc, Beograd, 1996. strana 1-310.


Knjiga o radovanju
zbirka priča, Slovo ljubve, Beograd, 1979. strana 1-112. Drugo izdanje Kulturni Centar Vuk Karadžić, Loznica, 2003. st. 1-150.

Kosovo je grdno sudilište dokumentarna proza, Prosveta, Književne novine, Beograd i Jedinstvo, Priština, 1989. strana 1-374.;drugo, dopunjeno i prerađeno izdanje, Dositej, Književne novine, Beograd i Jedinstvo, Priština, 1991., strana 1-412.

Press materijal 
izbor
Recenzije 
izbor
Panika u intersitiju
Knjiga o radovanju
Vučji nakot
Kosovo je grdno sudilište


Panika u intersitiju
odlomak iz romana
Panika u intersitiju - srpski
Panika w pociągu intercity - polski
Panic in the Intercity - english
Panik im intercity - deutsche
Паника в экспрессе - pусский








Biografija
Biografija - srpski
Biography - english
Biografia - polski


Linkovi
Katerda za južnu slavistiku Univerziteta u Lodzu
Izdavač "Tygiel Kultury", Lodz
ProjektOR, web arhiv južnoslovenske književnosti
Lođka slavistika / Slawistyka Łódzka
Udruženje književnika Srbije
Projekat Rastko - Antologija srpske poezije XX veka
Projekat Rastko - Poljska
Narodna biblioteka Srbije

Kontakt
janvujin@wp.plpanika.htmlpanika.htmlvucji.htmlvucji.htmlknjigaO.htmlknjigaO.htmlkosovo.htmlkosovo.htmlpress.htmlpanika.htmlknjigaO.htmlvucji.htmlkosovo.htmlpanika-odlomak.htmlpanika-od-english.htmlpanika-od-german.htmlpanika-od-ruski.htmlpanika-story.htmlCV%20srpski.htmlCV%20english.htmlCV%20polski.htmlhttp://www.slavica.uni.lodz.pl/start.htmlhttp://tygiel.free.ngo.plhttp://www.plama.art.pl/OR/public_html/YU/Inne/sylwetki/vujinovic.htmlhttp://slawistykalodzka.sns.pl/http://www.uksrbije.org.yu/index.htmlhttp://www.rastko.org.yu/rastko/delo/11084http://www.rastko.org.yu/rastko-pl/bibliografija/bstojanovic-serbica.phphttp://www.nbs.bg.ac.yu/mailto:janvujin@wp.plshapeimage_3_link_1shapeimage_3_link_3shapeimage_3_link_5shapeimage_3_link_7shapeimage_3_link_8shapeimage_3_link_9shapeimage_3_link_10shapeimage_3_link_11shapeimage_3_link_12shapeimage_3_link_13shapeimage_3_link_14shapeimage_3_link_15shapeimage_3_link_16shapeimage_3_link_17shapeimage_3_link_19shapeimage_3_link_20shapeimage_3_link_21shapeimage_3_link_22shapeimage_3_link_23shapeimage_3_link_24shapeimage_3_link_25shapeimage_3_link_26shapeimage_3_link_27shapeimage_3_link_28shapeimage_3_link_29shapeimage_3_link_30
© 2008 Janko Vujinovic janvujin@wp.pl